Na XVIII-wiecznych ścianach obok huculskich kilimów i szlacheckich szabel z powagą spoglądają postaci z portretów. Swoim wzrokiem zdają się pilnować zatrzymanego w czasie ładu i porządku.
W głębi zabytkowego pokoju na sekretarzyku z wysiedzianym fotelem leżą księgi, to tu właściciel oddawał się gospodarskiej buchalterii… Wszystko na swoim miejscu, jak przed wielu laty. Tylko jakby ciszej.
Czy znajdzie się tu miejsce na multimedia? Czy uda się tchnąć w tą przestrzeń odrobinę dawnego życia?
Godzina jazdy na północ od Warszawy przenosi nas nie tylko w przestrzeni o 100 kilometrów, lecz także w czasie o ponad sto lat. Czy takie miejsce potrzebuje nowoczesnych rozwiązań, kolorowych ekranów, mocy procesorów?
Technologie cyfrowe nie oznaczają epatowania nowością z błyszczących ekranów. Dzisiaj multimedia w muzeum to intuicyjne w obsłudze narzędzia do uzupełnienia, udoskonalenia i podkreślenia niezwykłości przedstawianej opowieści.
Dialog pozytywistyczny
Zamiast pokaźnych rozmiarów stołów interaktywnych zaproponowaliśmy, aby galerię portretów w przepięknym saloniku Pani Bąkowskiej uzupełnić o dwa cyfrowe obrazy w stylizowanych ramach.
Interaktywna księga ze słuchowiskiem
W kolejnej sali nad sekretarzykiem wisi obraz, na nim stoi lampa naftowa, a pod nią leży księga. Przełożenie stron księgi ożywia pejzaż wyświetlony na obrazie, który zmienia się w cyfrowy album zdjęć rodzinnych.
Stanowisko ma w sobie jeszcze jeden cel: uświadomić młodzieży, że w każdej rodzinie są niesamowite historie i warto się w nie wsłuchać.
Czy multimedia w muzeum straszą?
— Tak, ale tylko, gdy nikt nie patrzy ;)