Na wzgórzu Mariemont, w zakolu rzeki Osławy, stoją monumentalne ruiny klasztoru Karmelitów bosych. To tutaj, w odbudowanym domu gościnnym - Foresterium - dostaliśmy szansę opowiedzieć jedną z najbardziej porywających historii polskiego XVIII wieku. I zrobiliśmy to głosem kogoś, kto twierdzi, że przy tym był.
Miejsce, które opowiada się samo
Klasztor w Zagórzu ma ponad trzysta lat i biografię, której pozazdrościłby niejeden powieść. Fundacja dziękczynna za ocalenie Leska przed potopem szwedzkim, barokowa warownia w łańcuchu obronnym Podkarpacia, ostoja konfederatów barskich ostrzelana z armat przez wojska generała Drewicza, wreszcie tajemniczy pożar i kasata zakonu. Za oknem Foresterium - ruiny z żółtego piaskowca, a na horyzoncie wzniesienie, na którym do dziś widać okopy Pułaskiego.
Gmina Zagórz zaprosiła nas do przygotowania koncepcji merytorycznej i technologicznej oraz projektu aranżacji przestrzeni w nowo odbudowanym budynku Centrum Kultury Foresterium. Naszym zadaniem było zaprojektować i zrealizować kompletną opowieść - od scenariusza przez dobór środków wyrazu oraz aranżację przestrzeni.
Dziesięć obrazów, jeden narrator
Sercem ekspozycji jest sala animowanych obrazów - dziesięć monitorów, na których reprodukcje dzieł Grottgera, Kossaka, Chełmońskiego, Brandta i Suchodolskiego ożywają. Postacie ruszają się, tła oddychają, a opowieść o konfederacji barskiej snuje anonimowy narrator - weteran przytułku prowadzonego niegdyś przez karmelitów, który zwraca się do zwiedzającego bezpośrednio, żywym, barwnym językiem epoki, łamiąc czwartą ścianę.
To celowy zabieg. Konfederacja barska to temat gęsty od politycznych intryg, bitew i dramatycznych zwrotów akcji. Opowiedziana suchym językiem podręcznika zniechęciłaby po trzecim zdaniu. Opowiedziana przez świadka, który „przepraszam za język, to z emocji” - angażuje i zostaje w pamięci.
Selekcja dziesięciu obrazów była bardzo starannym procesem. Każde płótno musiało nie tylko nieść w sobie siłę artystyczną, ale przede wszystkim precyzyjnie prowadzić narrację - od iskry buntu przez chaos potyczek po gorzki finał. Ostatni obraz wybraliśmy celowo spoza kanonu batalistycznego malarstwa. To sygnał, że historia się nie kończy - że po upadku konfederacji i rozbiorach nastała nowa era, a świat poszedł dalej. Konfederacja upadła, ale coś po niej zostało.
Technologia w klasztornych murach
Ale Foresterium to nie tylko sala animowanych obrazów. Przygotowaliśmy koncepcję i aranżację kilku przestrzeni, z których każda pełni inną funkcję narracyjną.
Za klasztorne mury
Ośmioboczna forma pomieszczenia celi nawiązuje do architektury klasztornego kościoła. To nie przypadek - staraliśmy się, by każdy element aranżacji dialogował z historią budynku, a nie ją zagłuszał.
W ścianach Foresterium odsłonięte zostały fragmenty XVIII-wiecznych murów. Projektując aranżację i dobierając technologię musieliśmy szanować tę surowość - nie epatować nowością tam, gdzie kamień sam o sobie opowiada. Monitory osadzone zostały tak, by przypominały obrazy w galerii. Głośniki rozmieszczono pod sufitem, dyskretnie. Całość uruchamia się jednym włącznikiem - bo prostota obsługi dla personelu jest tak samo ważna jak efekt artystyczny dla widza.
Sala VR (ang. Virtual Reality, Rzeczywistości Wirtualnej) przenosi zwiedzających za klasztorne mury - po nałożeniu gogli można spacerować po konwencie w czasach jego świetności, zobaczyć wnętrza, które spłonęły dwa stulecia temu. Zrekonstruowana cela mnicha z elementami AR (ang. Augmented Reality, Rzeczywistość Rozszerzona) pozwala dosłownie zajrzeć w codzienność karmelitów bosych. Wielofunkcyjna sala konferencyjna z systemem projekcji i nagłośnienia służy zarówno pokazom filmowym, jak i spotkaniom czy prelekcjom - bo żywe miejsce kultury potrzebuje przestrzeni do rozmowy nie mniej niż do zwiedzania.
Ostatnia bitwa, pierwsza wystawa
Historia konfederacji barskiej jest nierozerwalnie związana z tym konkretnym miejscem. To tutaj, u podnóża klasztoru, rozegrała się jedna z ostatnich bitew konfederatów. To stąd widać okopy, w których szykowali się do obrony. Opowieść, którą zaprojektowaliśmy, nie jest więc przeniesioną skądinąd wystawą - jest historią tego miejsca, opowiedzianą w tym miejscu, z okna wychodzącego na teren, na którym się rozegrała.
Takie projekty to masa inspiracji, pomysłów, wiedzy i zaangażowania, i takie realizujemy najchętniej.